Zapach luksusu
Nie jestem już słoniem w składzie porcelany – to już druga zaprojektowana przeze mnie perfumeria (pierwsza wspólnie z Grażyną Czarnotą). Szczęśliwie moje klientki nie marzą o posiadaniu sieci identycznie wyglądających butików – nie jest to zatem powtórka z rozrywki, raczej rozrywka z powtórki.

Pretekstem do zaprojektowania tego samego, lecz nie tak samo, była nieco odmienna funkcja nowego sklepu – znajdują się tu wyłącznie perfumy, które w poprzednim, ‘białym’ sklepie były tylko dodatkiem – aneks dużego, poświęconego kosmetykom pielęgnacyjnym wnętrza przeobraził się w samodzielny salon.
Dlatego te same motywy zostały użyte w zupełnie inny sposób: zarówno w nowym, jak i wcześniejszym wnętrzu pojawiają się sztukaterie, którym towarzyszą delikatne półki (tym razem z lakierowanego aluminium), regał z podświetlanym wnętrzem, a na środku swobodnie rysowany mebel kontrastujący z ortogonalną geometrią wnętrza. Wyboru spektakularnego żyrandola (z nowojorskiej manufaktury Davida Weeks’a) tradycyjnie już dokonały inwestorki, mistrzynie w wyszukiwaniu niezwykłych przedmiotów.
Położone w przedwojennej kamienicy, stosunkowo niewielkie, lecz wysokie (5.20 m) wnętrze o pięknych proporcjach stało się pretekstem do wykreowania miejsca, gdzie zakupy są tylko jedną z możliwości.
Duży stół, żyrandol, wygodna sofa (która wreszcie znalazła godne siebie miejsce), mocno lakierowany parkiet, także kwiaty i książki, dźwięki, zapachy – wszystko to sprawia, że czujemy się raczej jak w ekskluzywnym salonie, a nie sklepie. Nawet wbudowana w ścianę szafa mieszcząca kasę przywodzi na myśl neoplastycystyczny obraz. Najmniej przyjemny moment zakupów staje się dzięki temu zabawną przygodą – niespodzianką odkrywania jej kolorowego wnętrza.

Meble, choć projektowane współcześnie, mają sprawiać wrażenie nieco przypadkowych, z premedytacją lekko do siebie niedopasowanych, nie tworzą jednorodnego kompletu a raczej eklektyczny zbiór jakby gromadzonych od pokoleń przedmiotów – dobieranych z wyrafinowaną kulturą starej arystokracji, ale bez przesadnej atencji.
Sztukaterie, podłoga – jakby zawsze tu były – to ukłon w stronę przedwojennej Warszawy. Stół jest cytatem z lat 60., regał przywodzi na myśl meblościankę (przełamaną jednak jakością forniru i eterycznym detalem szklanych półeczek), żyrandol niczym mobil Caldera…
Próba wyobrażenia sobie świata, który spotkamy w wielu europejskich metropoliach i który istniałby może w Warszawie, gdyby nie kilka zawirowań historii.
Budynek, jego ceramiczna, podniszczona fasada, wnika, wraz z otoczeniem do wnętrza przez oryginalne drzwi i ogromną witrynę. Zrezygnowaliśmy tu z ekspozycji, wzrok przechodniów przyciągać ma samo wnętrze oraz żółta plama siedziska pod oknem.
Na tle stonowanych ścian pojawiają się mocniejsze, choć przełamane nieco plamy kolorów- przede wszystkim powtórzony kilkukrotnie żółty (szyld, siedzisko, wnętrze kasy), fuksja w aneksie, szarość nad fornirowaną szafą (mająca podkreślić jej monumentalność), powtórzona później w kotarze, no i luksusowa czerń.


Stół pełni różne funkcje – może stać się miejscem ekspozycji produktów, ale jest też po prostu wygodnym meblem, przy którym można zorganizować perfumeryjne warsztaty.
Widoczny w głębi sklepu, niższy aneks jest buforem, dającym obecnie wgląd do części zapleczowej i biurowej, ale w przyszłości może zostać włączony do sklepu i stać się miejscem ekspozycji wyjątkowych marek – wystarczy tylko bardziej uchylić kotarę.
Nie ma w tym wnętrzu intelektualnej dyscypliny, raczej zmysłowa przyjemność odkrywania (i projektowania) kolejnych detali, chęć podarowania gościom kropli luksusu – jego zapach można zabrać ze sobą.
Tekst: Marcin Kwietowicz
Zdjęcia: Jan Smaga
Perfumeria na strona Wallpaper – tutaj.
Strona perfumerii – tutaj.
Komentarze są niedostępne.
Komentarze do tego wpisu są niedostępne.